Badabam!

•Lipiec 26, 2007 • Dodaj komentarz

Teraz tu się będę spełniał, bączki moje.

Wespół w zespół.

Tyle.

Kiepski ze mnie był blogger.

Wiktory, ach Wiktory!

•Czerwiec 5, 2007 • Dodaj komentarz

Na początek lansik – blog mój zauważa się w szerokim świecie. Ostatnio na forum fanów grupy TISM, których bardzo przeraziła notka o „Everyone Else Has Had More Sex Than Me”. Najbardziej zafrapowało ich w niej chyba przede wszystkim to, że nie są w stanie zrozumieć ani słowa. Może to i lepiej, bo dopiero bym dostał po głowie za to co tam powypisywałem.

Ale ja nie o tym. Ja dziś o popkulturze naszej rodzimej – czyli o Wiktorach. Tych naszych fikuśnych polskich telewizyjnych Oscarach, których rozdanie podglądałem wczoraj jedynym okiem. Będę chyba jedynym bloggerem w polskiej sieci, który poświęci im parę słów.

Nie będę komentował tutaj wyborów szacownej Telewizyjnej Akademii Wiktorów, która, niczym Amerykańska Akademia Filmowa, składa się z laureatów poprzednich edycji (co też jest bardzo znaczące). Bo takie komentowanie jest trochę bez sensu na dłuższą metę. W jednym z wielu dorocznych plebiscytów grupka ludzi wyłania (często spośród samych siebie) najlepszych ich zdaniem w danej branży. Co mi do tego? NIC. I właśnie o to chodzi. Nie ma się o co żołądkować, tak jak niektórzy to czynili w przypadku niedawno rozdanych Koraków (to z kolei nasze własne polskie Eisnery) i dowodzić, że ktoś zasłużył bardziej niż triumfator w danej kategorii. W jednym plebiscycie wygra ten, w innym ktoś inny. Taka kolej rzeczy.

Dziwić może tylko uznanie Grzegorza Miecugowa i Tomasza Sianeckiego za „Odkrycie Telewizyjne Roku”. Na Boga, przecież „Szkło Kontaktowe” gości na na antenie TVN24 już od ponad dwóch lat i srogo dokopywało jeszcze poprzedniej formacji rządzącej. Nie mówiąc już o tym, że obydwaj prowadzący znani są od lat. Jakie z nich zatem „odkrycie roku 2006”, do cholery? Chyba tylko takie, że w ubiegłym roku zaczęto ich określać mianem „zjawiska”. No, ale odkrycie? Bez jaj. Podobnym „odkryciem” roku mogła zresztą okazać się Kasia Cichopek, na ekranach telewizorów obecna już parę lat, ale najprawdopodobniej chyba dopiero teraz Telewizyjna Akademia Wiktorów dostrzegła jej istnienie.

Ale nie Miecugow i Sianecki są głównym powodem, dla którego piszę tę notkę. Ani nawet Kasia Cichopek. Tym powodem jest Maciej Orłoś. Prowadził galę, ale i tak załapał się na prestiżową nagrodę w kategorii „Najlepszy prezenter lub spiker telewizyjny”. Niby nic wielkiego, ale to mi jednak mocno zgrzytnęło. Konferansjer prowadzi całą galę, mimo że wiadomo że jest nominowany w jednej z kategorii. Co rzecz jasna implikuje fakt, że ma duże szanse na zwycięstwo w niej. Jakby tego było mało – ON W TEJ KATEGORII WYGRYWA. Oczywiście robi się zamieszanie, bo konferansjer staje się w tym momencie obdarowanym, więc wykonuje tylko parę kroków w kierunku wręczającego statuetkę, wypowiada standardową formułkę dziękczynną a potem z widocznym zakłopotaniem zastanawia się, gdzie by tu schować otrzymaną nagrodę. Może pod pulpit? Może postawić ją gdzieś z boku? A może wcisnąć ją zaprzyjaźnionej koleżance, która właśnie schodzi ze sceny? Chyba tak właśnie zrobił Orłoś.

Szanowni Organizatorzy! Z perspektywy widza przed telewizorem takie coś wygląda naprawdę żenująco. Tym bardziej, że w przypadku Wiktorów prowadzący odbierający przy okazji nagrodę to już normalnie recydywa (2006 – Wojciech Mann, 2004 – znów Orłoś) Czy w prawie czterdziestomilionowym kraju nie sposób znaleźć kompetentnego konferansjera, który przy okazji nie byłby nominowany w żadnej kategorii? Czy to naprawdę takie trudne?

A może to ja jestem jedyną osobą, która w tych praktykach doszukuje się problemu w postaci ewidentnego braku profesjonalizmu?

Disillusion

•Maj 24, 2007 • 2 komentarze

No cóż – kiedyś musiał nastąpić ten dzień. Jako niegdysiejszy współtwórca pierwszej (i chyba jak do tej pory jedynej) nieoficjalnej polskiej strony poświęconej temu artyście, musiałem Was wreszcie z nim zapoznać. Proszę Państwa – oto Badly Drawn Boy (znany w realu jako Damon Gough) i jego geniusz w całej okazałości. Specjalna dedykacja dla pani M. z kropkami:

Ludzka taksówka, hy.

Utwór pochodzi z debiutanckiego albumu „The Hour of Bewilderbeast„, za który Gough w 2000 roku wyczesał Mercury Prize – dość niespodziewanie, ale niewątpliwie zasłużenie. „The Hour of Bewilderbeast” jest w rzeczy samej płytą godną uwagi – takie sympatyczne melodyjne indie, w sam raz na domowe prywatki, jak to kiedyś określiła moja przyjaciółka.

Potem Gough popełnił jeszcze kilka albumów, w tym m.in. soundtrack do „About a Boy” z Hugh Grantem – i chyba dopiero po tym stał się jakoś tak bardziej znany, także w kraju nad Wisłą.

Ale niestety, w tym czasie wzmiankowany wyżej serwis internetowy od dawna już nie istniał. Nie dane nam było zatem zbyt długo świecić światłem odbitym. A szkoda, bo serwis był w pełni pro – godzinami wydłubywany w programie Microsoft FrontPage (bynajmniej nie 2000) przy użyciu metody WYSIWYG. I z super pomysłowym menu, nieuznającym m.in. nawet tak trywialnej zdobyczy cywilizacji jak „ramki”.

No bo na co komu ramki, skoro o wiele ładniejsze są wielkie buttony na stronie głównej? Hmm?

Spirit in the Sky

•Maj 23, 2007 • Dodaj komentarz

W 1970 roku na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów znalazła się taka oto piosenka:

Autorem i głównym wykonawcą jest niejaki Norman Greenbaum. Przypominam, rok 1970 – parę tygodni po rozpadzie The Beatles, za parę lat Pink Floyd i Led Zeppelin zaczną robić prawdziwe zamieszanie.

Jakieś 16 lat później, piosenka ta ponownie wróciła na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów, tym razem w wykonaniu niejakich Doctor & The Medics:

Muzycznie i kostiumowo to czysty klimacik lat 80. co nie? Wokalista był chyba wielkim fanem Culture Club.

Znowuż kilkanaście lat później (siedemnaście chyba) piosenka ta znów szturmuje szczyt brytyjskiej listy przebojów! Tym razem sukces odnosi z nią Gareth Gates (jeden z uczestników brytyjskiego „Idola”) wraz z ekipą bliżej nieznanego w Polsce serialu o pomieszkującej w Londynie hinduskiej rodzinie Kumarów:

No… ładnie po tych wersjach widać zachodzące na przestrzeni lat zmiany w trendach w aranżacjach muzycznych.

A biorąc pod uwagę, że co jakieś 16-17 lat ktoś odnosi sukces dzięki tej piosence, to jest jeszcze dla mnie jakaś nadzieja na karierę w show biznesie. Utwór jest zresztą strasznie fajny i ma całkiem pozytywne acz mocno religijne przesłanie – chociaż ze względu na dość szybkie tempo nie wyobrażam go sobie w wykonaniu grup oazowych. No ale może się mylę.

Tylko jednej rzeczy w klipie Gatesa nie łapię – on umiera z rozpaczy, bo sobie fryzury nie może ułożyć? Sooooo emo!

The Shoop Shoop Song

•Maj 21, 2007 • 3 komentarze

Gdyby mi przyszło zdawać do szkoły aktorskiej, przed szacowną komisją zaprezentowałbym na bank „Zegarmistrza Światła”. O czym zresztą już pisałem kiedyś. Bo to dobra piosenka jest.

Gdyby jednak mi przyszło startować w eliminacjach do „Idola”, bez wahania wybrałbym tę oto pioseneczkę. Znaną już od lat 60. XX wieku, która w roku 1990 stała się przebojem w całej Europie. Dlaczego właśnie ją? Bo to również dobra piosenka jest, a ja mógłbym zrobić prawdziwy show. Łącznie z choreografią oraz z peruczką na głowie, o ile bym taką znalazł:

Będąc małym smykiem, uwielbiałem zarówno piosenkę jak i teledysk. Byłem zauroczony tym trickiem, że kolorowe urywki z „Syren” pojawia się w obrębie czarno-białego obrazu. Potem się dowiedziałem co i jak i to już nie było takie magiczne.

No i Cher daje w tym utworze czadu. A w tle gibają się Winona Ryder i Christina Ricci.

Sam film widziałem natomiast chyba tylko raz jakieś kilkanaście lat temu i dość słabo go pamiętam. Cóż, bywa.

Flamin’ Me

•Kwiecień 19, 2007 • 2 komentarze

Taką parodię ostatnio popełniłem. Oparte na „Savin’ Me”, Nickelback. Dedykowane użytkownikom forów wszelakich.

Reason gates won’t open up for you
On these hands your logic’s crawlin’
Oh, I pity you
Well I’m terrified of your life goals
These nasty posts can hurt my soul, yanno
But all I need is banning you
<Mods, look – he’s trollin’>
And no, I won’t miss you
<Hurry – he’s trollin’, he’s trollin’>

Show me what it’s like
To be the last dunce standing
Don’t teach me your “wrong” from “right”
Cos’ I’ll show you how I can be:
All you say to me
I’m telling them
And they’ll leave you behind the board
So say it if it’s worth flamin’ me?

Intelligence was not meant for you
With these eyes here Roll Eyes I’m rollin’
At what comes from you
Your bashing posts ain’t got no love for me
True, I’m on the edge of going gory
But no, I won’t insult you
<Mods, please – he’s trollin’>
Ban’s all I need for you
<Hurry – he’s trollin’, he’s trollin’>

Show me what it’s like
To be the last dunce standing
Don’t teach me your “wrong” from “right”
Cos’ I’ll show you how I can be:
All you say to me
I’m telling them
And they’ll leave you behind the board
So say it if it’s worth flamin’ me?

Weird Al Yankovic byłby ze mnie dumny.

Safety Dance

•Kwiecień 5, 2007 • Dodaj komentarz

Z cyklu – „kiepskie klipy do niekiepskich piosenek” – „Safety Dance” Kanadyjczyków z Men Without Hats:

Serio, ten utwór to takie „Stayin’ Alive” lat 80. – i zasługuje na lepszy klip. Dużo lepszy.